| |
 |
Marcin Banasik — Grafiki |
 |
 |
"Drozdek Samotny"
rys. Marcin Filip Banasik
Zobacz w wyższej rozdzielczości (kliknij tutaj)
|
Napisałem dwie pełnoskalowe powieści:
"Mądrość, Siła i Piękno"
oraz
"Pele Czerwona Pupka". Na stronie dostępne jest opowiadanie, które napisałem zanim zdecydowałem się rozwinąć je w powieść. (przeczytaj tutaj)
Oprócz tego jestem też autorem krótkiej powieści (albo długiej noweli):
"List Oficjalny do Pana Dong Zhi"
Poniżej kilka cytatów z "Mądrości, Siły i Piękna", które "patronują" mojej strony od samego jej początku:
“Są pośród was mędrcy,
lecz brak im siły. Siłacze, którym brak mądrości. W każdym z was jest piękno. Lecz
muszą być razem — Mądrość, Siła, Piękno — muszą być jednym”.
“Świecie. (...) Mnie nie ma, umarłem — nie było mnie, a jestem! Jestem! Tym,
co nie istnieje, a co można widzieć. Jestem pędem, upadkiem i wyobraźnią,
zrozumieniem, swobodą, autonomią i mam cel. A ty jesteś tylko światem. I nie masz
celu”.
"...a muzyka (...) Ona szuka prawdy świata, nie tego, który nas otacza, ale
uniwersum abstrakcji, uniwersum a priori. Ona jest językiem wspólnym,
człowieczym, ostatecznym medium, eksperymentalnym dialogiem, kultywowaniem w
sobie zrozumienia prawdziwego siebie, poezją niespisaną, która sama siebie czyta.
Ona jest wszechświatem prawdziwym, nie maską, nie iluzją, nie kłamstwem, nie
transcendencją. Tam gdzie Ona im się zdaje, Ona jest".
“– Hi-po-te-zy, in-ten-cje, in-tu-i-cje. – Rozpościerał ramiona, a farba rozpryskiwała się na wszystkie strony. – Ale nie te reumatyczne, fe, precz z nimi, niech sczezną, niech się pogrzebią. Tylko te intuicje antyczne, w których zadanie analizuje rozum i logika, mówię ci, a także i te moje, własne intuicje, mój projektor, moje najcenniejsze światełko. Trzeba zadbać na samym początku – to bardzo ważne, wielce też poważne — żeby — to jest williamizm — zajmować się tylko czymś, co nie ma sensu. Ach, najsłodsiejsza ignorancjo... Ooo, chaosie, o święta magmo... Tyś abstrakcją skromną, o nieokreśloności nasza...
Podśmiewał się dziko pod nosem. Drapał brudnym od węgielków palcem po niedogolonym policzku, potem znów poważniał i ze zmrużonymi w napięciu powiekami stawiał nowe kreski.
Williamizm — cóż bardziej było pociągającego: nie, co inni stworzyli, wyznawać, ale własne”.
|
| |
|
|
 |
Marcin Filip Banasik w 2010 |
 |
Marcin Filip Banasik — Poezje |
 |
|
Wartość Człowieka
W pustej uliczce,
— ja w marynarce, on w jeansach —
mijam młodzieńca.
„Dobry wieczór” — mówię.
Ten najpierw dłonie wysuwa z kieszeni,
a potem
— wcale nie zwalniając kroku —
sięga po mój portfel.
Wertuje go uważnie...
Lecz raptem
— zobaczył rulon dwustuzłotówek —
przestaje.
Oddaje portfel
— nietknięty.
„Dobry wieczór Panu” — odpowiada.
Idzie dalej.
|
|

| |
Marcin Filip Banasik — Poezje
|
|
Do Innego; list, prośba
Dziś obudziły mnie:
- 'łzy; zmieszane z terpentyną'
- 'czerń palców'
^
- 'tysiące śmierci'
A Ciebie?
To teraz idź.
A potem przyjdź i powiedz mi
co znaczy:
- 'kochać z wzajemnością'
|
 ku pamięci J.M. |
| |
 |
Marcin Filip Banasik — Poezje |
 |
|
Potentia Poetica
Siedziałem w sypialni poetki,
ja na krześle, ona w łóżku.
„Jak to zrobiłam?” — powtórzyła za mną.
Obserwowałem jej skurczone corpus,
jak z trudem uniosła do ust cygarniczkę
i wciągnąwszy przez usta wdech niegodny wzmianki,
przymknęła oczy.
Pomyślałem, pójdę już, niech ona odpocznie,
ale — może usłyszała jak się wiercę —
machnęła mi ręką, żebym zaczekał.
Leżała bez ruchu tak długo, że wypatrywałem,
czy jeszcze oddycha.
Wtem wywaliła na mnie oczy,
rozdziawiła usta,
zaczęła się krztusić.
Z jej gardła dobiegł chargot przeraźliwy,
który wraz z pianą ubitą w konwulsjach,
wyciekał wzdłuż zmarszczek.
Tors rozdął skowyt, na wdechu, jak ryk osła,
a wrzask, gdy się unosiła na stelażu łóżka,
był rzężeniem gęsi z podciętą szyją.
Zastygła na chwilę...
Potem rzuciła się do tyłu
i przebiła przez ścianę do sąsiadki.
„Właśnie tak” — krzyknęła, chyba z kuchni. |
Wisławie Szymborskiej |
| |
 |
Marcin Filip Banasik — Poezje |
 |
|
879
Każdy nosi w sobie
503
wiersze
374
grafiki ołówkiem
i
2
symfonie.
Większość
wszystkie
879
dźwiga aż po grób...
|
|
| |
Marcin Filip Banasik — Poezje |
|
Przyjacielu Jeleński,
dlaczego nie przeczytam w „Wiadomościach”:
„Na szafot z Conradem!”,
„Głowę ściąć Chopinowi!”,
„Curie do piachu!”,
„Wykastrować Apollinaire'a!”,
gdy nas dwu
— Gombrowicza i mnie —
chcą posiekać?
Czy to jest problem nasz, narodowy,
że wyjechawszy, wciąż mamy odwagę,
by pisać po polsku?
Czy może kwestia nie nasza, a cudzoziemcza,
że na cudzoziemskiej ziemi
nawet psu nie rzucą absolutnie niczego,
czego się specjalnie nie poda,
w sosie ich własnym?
Albo też, wreszcie, to jedynie dotyczy nas dwóch,
bo (w zachłanności swojej),
pragniemy jednocześnie:
Sukcesu!
i
Polskiej Litery!
?
Azali zgodne jest z prawdą,
że Copernicus,
właśnie za
„ą”, „ż”, „ź”, „ć”, „ę”, „ś”, „ó”, „ł” i „ń”,
nakupił sobie Sukcesu!
?
A my dwaj, poskąpiwszy,
mamy tylko te osiem ogonków
i kropkę?
Napisz mi, proszę,
co TY o tym uważasz.
Ton ami,
马中波
PS Dare to stay poor,
they'll still call you a nig...r.
|
| |
| |
 |
Marcin Filip Banasik — Poezje |
 |
|
Tofu
Jak ja nie cierpię tofu...
Gdy widzę tofu, uciekam w popłochu.
Choć tata mlaszcze wśród achów i ochów,
ja tylko jęczę, że już nie chcę tofu!
Zjadłbym sobie szynkę, obgryzłbym szaszłyka
— tymczasem mama tofu do mej bułki wtyka.
Gdy puchar lodów słodko mi się marzy,
tata znów tofu na patelni smaży.
Dajcie schabowego! Dajcież chleb z pasztetem!
Rodzice zagłodzą mnie z tofu kotletem!!!
W zupce z wieprza klopsy albo paróweczki,
a nie — tak jak co dzień — tofu mdłe paseczki...
„To pasza dla szczura!” (Szczur w dziurę dał nura...)
Nawet on nie ruszy szarej tofu tuszy...
Ciężko mi na duszy!
dla dzieci
|
|
|