Degustacja
Kompozytorów się nie pije,
ich się degustuje.
Wciska nieumytych w pękate kieliszki
i niucha.
Wsysa przez zęby w głąb gęby
i ciamka.
Potem wypluwa
— błyskawicznie, żeby się w pestkę nie upić.
I oni tam leżą
— ubici na kupę —
wyginając głowy
— zwał brzydkich missek
w zaplutej misie,
strwożonych czy padnie...
— „A rocznik jaki?”
(Ach, padło!)
Bo i im wiadomo:
twórca, im dłużej leży,
tym bardziej jest świeży.
[...
Roczniki sławetne:
— Eisenach 1685 — Salzburg 1756
i
— Bonn 1770
Niemieckie, naturalnie
— tam mniej światła
(pamiętasz?:
kompozytor im bledszy,
tym lepszy).
Roczniki hurrapatriotyczne:
— Lublin 1835 — Ubiel 1819, herbu Krzywda
i
— Wola, Żelazowa 1810 (wyprodukowano w Paryżu, dla...)
(Roczniki pozostałe:
— w opinii powszechnie zdegustowanej —
rozlazłe,
zaśmierdłe,
zgorzkniałe.)
...]
Degustacji koniec — obraz tego końca:
- Kompozytorzy:
już nie w misie,
a, pokotem
— tj. w szeregu, wg łowieckiej hierarchii —
na lodzie.
- Degustujący:
już nie w salonie,
a w barze.
(— Gary 1958 — piwo ciemne, jazzowe)
|